Blog

Piszę sobie czasem tu o fotografii, kawie, gadżetach i tym co mi zalega na sercu.

Warszawskie Spacerro Marcowe

OSiR Cafe

W wiosennie piękny, marcowy weekend znów wybraliśmy się do warszawskich kawiarni celem sprawdzenia na własnym języku, jakie espresso zastaniemy w filiżankach. Spacerro to było pod kilkoma względami wyjątkowe. Po pierwsze - był to mini jubileusz, gdyż spacerowaliśmy po raz piąty. Po drugie - pojawiła się całkiem liczna gromadka w sile 8 osób. Po trzecie - marzec zafundował nam iście wiosenną pogodę, przez co spacerowaliśmy w komfortowych warunkach. Zaczęliśmy od C Cafe na warszawskim Powiślu (ul. Topiel 12). Według baristy w młynku była 100% arabika z Brazylii, która po przejściu w stan ciekły objawiła się dość wodnistym body i cienką, acz mile orzechową cremą. W smaku natomiast dominowała przyjemna goryczka i kwaskowate nutki pod koniec łyku. Bez rewelacji, ale miło.

Następnie zaatakowaliśmy Tamkę i po krótkiej wspinaczce witaliśmy się z uroczym wnętrzem OSiR Cafe (ul. Tamka 40). Bardzo fajny wystrój wnętrza i miła obsługa nie uśpiły naszej czujności. Z espresso, które dostaliśmy, trzeba było uważać. Było gorące, mocno gorące, przez co nastawiało sceptycznie do smaku. Na szczęście jednak obawy okazały się bezpodstawne. Mieszanka mocno czekoladowa, z charakterem, na długo pozostawiła goryczkowy smak na podniebieniu. W sam raz na popołudniowego kopa (10% robusty w składzie mieszanki na pewno robi swoje).

Pokrzepieni (i pobudzeni ;)) wyruszyliśmy do Aroma Espresso Bar (ul. Krakowskie Przedmieście 7). Aroma to największa sieciówka w Izraealu, która ostatnio dokonała ekspansji na inne kraje, w tym Polskę. Miła obsługa w niedługim czasie przygotowała nam osiem filiżanek espresso, które niestety było bardzo neutralne. Co prawda, można było wyczuć delikatny smak orzechów włoskich, ale był on zdecydowanie zbyt słabo wyróżniony. Sama kawa też nie kierowała się ani w stronę goryczki ani kwaskowatości. Była poprawna i już.

Pożegnaliśmy izraelską kawiarnię i, przebijając się przez tłumy spacerowiczów, dotarliśmy do Cavy (ul. Nowy Świat 30). Przed kawiarnią zaparkowane Ferrari, w środku bardziej klubowo niż kawiarniano (przede wszystkim zbyt głośna muzyka), ale w końcu chodzi przecież o kawę. Złożyliśmy zamówienie i zaczęliśmy czekać na “najlepszą kawę w Warszawie”. Espresso dostaliśmy w fajnej porcelanie i na tym koniec fajności. Przepalona kawa atakowała goryczą, która była jedynym smakiem wyczuwalnym w napoju. Na pewno nie była to “cup of pleasure” - jak głosił napis na spodku.

Ostatnią kawiarnią, do której skierowaliśmy nasze kroki, była Moderna (ul. Pańska 9), mieszcząca się w budynku Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Bardzo przyjemna obsługa i równie przyjemny dla oka wystrój nastrajały optymistycznie. I, rzeczywiście, zawodu nie było. Kawa o owocowym, grejpfrutowym smaku i z delikatną goryczką mile orzeźwiała po całym dniu spaceru. Wiosenny smak w filiżance.

Podsumowując marcowe Spacerro, umiejscowiłbym odwiedzone kawiarnie w następującej kolejności:

  1. Moderna
  2. OSiR Cafe
  3. C Cafe
  4. Aroma Espresso Bar
  5. Cava

Przy okazji, ciekawy jest fakt, że w zasadzie tylko raz natknęliśmy się na typowo “owocową” kawę. W zeszłym roku takie smaki królowały w większości kawiarni. Czyżby ten rok zapowiadał się bardziej goryczkowo? Czy może z młynków nie zniknęły jeszcze zimowe zapasy mieszanek?

 

P.S. Liczę, że wypowiedzą się też pozostali uczestnicy, aby porównać nasze doznania smakowe :)