Myśli Bartek Myśli Bartek

Uwolnić drogi od idiotów

Duża ilość użytkowników dróg nawołuje do ich poprawy sugerując, że lepiej znaczy bezpieczniej. Oczywiście, bardzo chciałbym zobaczyć nowe drogi. Kilku pasowe, równe autostrady, łączące miasta, porządne drogi w miastach - zarówno te dla samochodów jak i dla rowerzystów. Ba, nawet chodniki mogłyby by się stać bardziej przyjacielskie dla pieszych. Tyle, że nie uważam, iż takie zmiany wpłyną w istotnym stopniu na poprawę bezpieczeństwa...

Duża ilość użytkowników dróg nawołuje do ich poprawy sugerując, że lepiej znaczy bezpieczniej. Oczywiście, bardzo chciałbym zobaczyć nowe drogi. Kilku pasowe, równe autostrady, łączące miasta, porządne drogi w miastach - zarówno te dla samochodów jak i dla rowerzystów. Ba, nawet chodniki mogłyby by się stać bardziej przyjacielskie dla pieszych. Tyle, że nie uważam, iż takie zmiany wpłyną w istotnym stopniu na poprawę bezpieczeństwa. Do tego potrzeba zmiany mentalności polskiego użytkownika drogi, a z tym niestety jest ciężko. I wcale nie uważam, że im większy pojazd tym większy cham w nim. Mam to szczęście, że jestem zarówno pieszym jak i rowerzystą oraz kierowcą i w każdej z tych grup są idioci, którym wydaje się, że droga jest tylko dla nich.

Oczywiście chamstwo kierowców samochodów znają wszyscy. Odwieczne wymuszenia pierwszeństwa, wciskanie się z pasa do jazdy w innym kierunku, brak sygnalizacji i inne "magiczne" manewry na drogach znają wszyscy. Z przykrością jednak zauważam, że coraz więcej prostactwa pojawia się na chodnikach i, co boli mnie najbardziej, na drogach dla rowerów.

Póki pogoda jest średnia, jazda rowerem to przyjemność (mam to szczęście, że do pracy prowadzi mnie bodajże najdłuższy szlak rowerowy w Warszawie). Im pogoda ładniejsza, tym robi się niebezpieczniej. Ścieżki zostają opanowane przez osoby, którym nie przyjdzie do głowy, że nie są na tych ścieżkach sami. Podczas mojej codziennej trasy dom-praca-praca-dom nagle największym zagrożeniem staje się... droga dla rowerów. Droga, która powinna dać mi luksus swobodnego i radosnego przemieszczania się na dwóch kółkach. Tymczasem okazuje się, że muszę użerać się z parami jeżdżącymi obok siebie całą szerokością ścieżki, bo przecież to jest najfajniejszy sposób na rozmowę (oczywiście nie ma co liczyć na to, że sami z siebie zerkną do tyłu, aby sprawdzić, czy nie blokują komuś drogi), z rowerzystami jeżdżącymi zygzakiem (ponieważ tak fajnie albo z braku siły nosi ich z lewa na prawą), z nagle skręcającymi bez żadnej sygnalizacji tego manewru. Są to ludzie bez wyobraźni, zapatrzeni w siebie idioci nie mający pojęcia, że stwarzają zagrożenie dla innych osób. Idioci - bo wątpię, by jadąc drogą dla rowerów, nie mieli świadomości, że ktoś może jechać za nimi, a nawet może ich wyprzedzać i to przy znacznych prędkościach. Dorzucić można do kompletu pieszych na rowerowych trasach, którzy mimo 3 razy szerszego chodnika i tak pójdą drogą z wymalowanym rowerkiem, nie ustępując ani na krok rowerzyście. Ale żeby nie było, że piszę niesprawiedliwie, to wspomnę też o rowerzystach jeżdżących chodnikami (czy też ulicami) mimo, że obok mają swoją drogę, o którą tak "walczą" podczas comiesięcznych Mas Krytycznych.

Dawno temu gdzieś w jakieś publikacji przeczytałem o idei "Share the Trail - dzielmy szlak" i to jest kwintesencja tego tekstu. Jakże lepiej, bezpieczniej i przyjemniej przemierzałoby się miasto, gdybyśmy mogli dostrzegać się na trasach i wzajemnie sobie pomagać - ustępując pierwszeństwa, robiąc więcej miejsca, dbając o wzajemne bezpieczeństwo. Wtedy byśmy poczuli, że komfort i bezpieczeństwo podróży to nie tylko super drogi - to nasza mentalność.

 

Wiem, że tekst nie jest niczym odkrywczym, ale dojrzewał we mnie od jakiegoś czasu, podlewany codziennym, coraz większym problem ze swobodnym przejechaniem drogą rowerową z punktu A do punktu B. Dzisiaj, po tym jak wjechała we mnie pewna dziewczyna na rowerze miejskim (pozdrawiam :)), która postanowiła nagle skręcić w lewo akurat na mnie, zdecydowałem się w końcu usiąść i napisać słów kilka.

 

Read More
Fotografia Bartek Fotografia Bartek

Z wizytą w warszawskim ZOO

​Kilka zdjęć z wizyty w warszawskim ogrodzie ZOOlogicznym. Z racji tego, że była to wizyta "cywilna" stwierdziłem, że nie będę brał 80-200 mm. bo ciężkie i na co mi. Potem oczywiście żałowałem. Wszystkie zdjęcia zatem robiłem 24-70 mm. co niestety odbija się na jakości (mocne crop'y)...

Kilka zdjęć z wizyty w warszawskim ogrodzie ZOOlogicznym. Z racji tego, że była to wizyta "cywilna" stwierdziłem, że nie będę brał 80-200 mm. bo ciężkie i na co mi. Potem oczywiście żałowałem. Wszystkie zdjęcia zatem robiłem 24-70 mm. co niestety odbija się na jakości (mocne crop'y). Jeśli ktoś ma ochotę na więcej to zapraszam na Picassę.

Jeszcze jedno słowo tak na koniec bo mnie ciśnie. Część osób powinno mieć zakaz wstępu do ZOO. Gorzej niż zwierzęta. Szkoda, że nikt nie pilnuje tak naprawdę zwiedzających.

Read More
Blog Bartek Blog Bartek

Warszawski Spacerniak Kawowy

Idea spaceru po kawiarniach przyszła mi do głowy jakiś czas temu. Idea bardzo prosta - wybieramy kilka kawiarni do "przetestowania", ustalamy marszrutę i... ruszamy. W każdej kawiarni zamawiamy espresso i po wypiciu dzielimy się opiniami o wypitym naparze. Na koniec wybieramy zwycięską kawiarnię. Korzyść? Faktyczne obcowanie z kawą i podniebieniem a nie wyczytywanie/rozpisywanie się na forach co, gdzie i jak.

Mimo, że brzmi to prosto to od pomysłu do realizacji minęło kilkanaście miesięcy. Powód? Kilka powodów tak naprawdę: brak czasu, brak chęci... albo krótko - lenistwo. Nie mniej jednak w końcu, na kawowym forum Golden Line, udało się ustalić datę, plan spaceru, zebrać ludzi i pierwszy (mam nadzieję, że nie ostatni) Warszawski Spacerniak Kawowy odbył się 3 kwietnia . Spacer przebiegał następująco:

  1. Kawiarnia Kafka (Oboźna 3) była naszą pierwszą kawiarnią i jednocześnie punktem spotkania. Kawa w Kafce niestety poniżej oczekiwań. Bez wyrazistości, bez body, z marną cremą i zbyt mocno wpadającą w kwasowatość. Na mój gust zbyt szybka ekstrakcja pozbawiła espresso charakteru, które można było wyciągnąć z tamtejszej mieszanki.
  2. Starbucks (Nowy Świat 62) był raczej wycieczką z ciekawości (i był po drodze ;)). Opinie o tamtejszej kawie są powszechnie znane ale jak to mawiają: zobaczyć to uwierzyć. Zobaczyliśmy zatem i posmakowaliśmy. Przepalona kawa atakująca wręcz goryczą nie próbująca nawet uwolnić innych nutek smakowych. W dodatku tak jak w przypadku Kafki ekstrakcja była zbyt szybka przez co kawę cechował absolutna wodnistość oraz crema, która wytrzymała jakieś 30 sekund. Nie ma się co dziwić, że Starbucks tak dużo sprzedaje kaw mlecznych. "Małej czarnej" w zasadzie nie sposób wypić.
  3. The Barista (Złote Tarasy) zaskoczyło nas miło - brakiem tłumów ;) Kawa całkiem smaczna. Jak na mój gust również zaparzona nieco zbyt szybko ale body było już wyczuwalne, lekko acz przyjemnie oleiste. Crema całkiem gruba, z tygryskiem. W smaku miło zbalansowana między lekką kwaskowatością i goryczką piła się miło i smacznie.
  4. Cafe Pańska (Pańska 99) nie była w planach ale stwierdziliśmy, że zajrzymy. Znów miła niespodzianka bo nie dość, że kawiarnia była otwarta to była pełna ludzi. Espresso bardzo smaczne. Jedyne do czego mógłbym się przyczepić to nieco zbyt gorące przez co zbyt mocno na pierwszy plan wyszła kwaskowość (niektórym może to przeszkadzać) ale do kwasowatości daleko. Lekkie body i kwaskowatość kawy z Pańskiej przyjemnie komponowałą się z ciepłym, kwietniowym dniem orzeźwiając i smakując.
  5. Filtry Cafe (Niemcewicza 3) zostawiliśmy sobie na koniec jako wisienkę na torcie, gwóźdź programy, najlepsze na koniec - jak zwał tak zwał. Reputacja "filtrów" jest dobrze znana kawoszom więc nie pojawić się tam przy okazji spacerniaka było by grzechem. Filtry nie zawiodły serwujęc wyśmienite espresso. Mocno zaakcentowane cytrusową nutą ale nie tak dominującą w smaku jak na Pańskiej dzięki czemu kwaskowatość nie dominowała ale nie była też spychana na drugi plan. Świetne zwieńczenie spaceru.

Prywatny ranking (całkowicie subiektywny i amatorski) naszego spacerniaka wygląda zatem następująco:

 

  • Miejsce piąte: Starbucks
  • Miejscze czwarte: Kafka
  • Miejsce trzecie: The Barista
  • Miejsce drugie: Cafe Pańska
  • Miejsce pierwsze: Filtry Cafe

Następny spacerniak planowany jest na koniec maja. Zobaczymy, gdzie trafimy wtedy ;)

Read More
Kawa Bartek Kawa Bartek

Autumn Espresso - cytrusowa moc

​Autumn Espresso to kolejna sezonowa mieszanka z londyńskiej palarni Square Mile. Ta propozycja to kompozycja dwóch singli z Salwadoru - "El Borbollon" i "Finca El Cerro" oraz ziarna z Kostaryki o wdzięcznej nazwie "La Cabana". Według palarni mieszanka ma nam osłodzić jesień smakiem toffi i syropu klonowego z orzeźwieniem jakie dają nuty cytrusowe...

Autumn Espresso to kolejna sezonowa mieszanka z londyńskiej palarni Square Mile. Ta propozycja to kompozycja dwóch singli z Salwadoru - "El Borbollon" i "Finca El Cerro" oraz ziarna z Kostaryki o wdzięcznej nazwie "La Cabana". Według palarni mieszanka ma nam osłodzić jesień smakiem toffi i syropu klonowego z orzeźwieniem jakie dają nuty cytrusowe.
​Na moje nieszczęście (a może szczęście) słodkości wydobyć mi się nie udało. Mieszankę zdominowały cytrusy (grejpfrut) a gdzieś w tle dało się wyczuć delikatny smak czekolady. W połączeniu z bardzo mięsistym i maślanym body (zasługa porządnej, grubej cremy) dało to całkiem miły efekt na podniebieniu. Zwłaszcza jeśli ktoś lubi kwaskowate, owocowe espresso. W innym przypadku ta mieszanka może nie zasmakować - przynajmniej w moim wydaniu kwaskowatość wyraźnie dominowała w smaku. Ale mi to akurat ostatnio na rękę :)
​Oczywiście jak w przypadku wszystkich kaw od Square Mile kawa przychodzi świeżutka (w moim przypadku przeleżała na poczcie nieco gdyż wygodniej było zostawić awizo), parę dni po wypaleniu. Podczas pierwszych ekstrakcji jeszcze odgazowuje. Co warto nadmienić kwaskowatość kawy rośnie wraz ze wzrostem temperatury więc jeśli komuś nadmiar "owocowości" przeszkadza lepiej niech ma to na uwadze.

Read More
Kawa Bartek Kawa Bartek

Papua New Guinea - charakterny singiel

Tak naprawdę to pełna nazwa tytułowej kawy to Papua New Guinea AA Grande Sigri i jak to u mnie ostatnio bywa jest to kawa jednorodna. Kupiona u Świeżo Palonych była ciekawą odmianą po ostatnich ziarnach. Ale po kolei...

Tak naprawdę to pełna nazwa tytułowej kawy to Papua New Guinea AA Grande Sigri i jak to u mnie ostatnio bywa jest to kawa jednorodna. Kupiona u Świeżo Palonych była ciekawą odmianą po ostatnich ziarnach. Ale po kolei.

Raczyłem się nią oczywiście w postaci doppio. Ziarna palone są ładnie i równomiernie. Nie za ciemno. Podczas mielenia rozchodzi się bardzo miły zapach, z delikatną nutką nadmorskiej wędzarni. Ekstrakcja daje przedsmak tego co nas czeka w ustach. Wylewką z werwą wylatuje ciemny (można by rzec - mroczny ;)) strumyczek kawy ochoczo wypełniając filiżankę. Crema ma kolor włoskiego orzecha. Nie jest specjalnie gruba ale jest i nawet się trzyma dzielnie. Pierwszy łyk i zaczyna się szaleństwo. Nie, nie. Nie spodziewajcie się euforii owoców, kwiatowych nutek i delikatnych miodowych muśnięć na podniebieniu. O nie. Grande Sigri atakuje wręcz kubki smakowe czekoladową goryczką z delikatnym kwaskowatym akcentem pod koniec łyku, kojącym nieco zdziwiony język. Pierwsze wrażenie, zwłaszcza po wcześniejszych wymuskanych singlach to wylać to cholerstwo. Ale nic z tych rzeczy. Ta kawa usidla a drugi łyk właśnie przedziera się przez podniebienie znów, niczym młot pneumatyczny, bombardując kubki smakowe. Uczucie jest przednie zwłaszcza dla tych, którzy potrzebują pobudzenia. Dodatkowo to uczucie goryczki dość długo utrzymuje się w ustach. Oczywiście nadal jest to jednorodna arabika więc nie spodziewajcie się palpitacji serca niemniej jednak pod względem smaku jest to wulkan.

Jak każda kawa z charakterem zapewne te ziarna staną się miłością lub nienawiścią pijącego. Dużo osób zapewne po pierwszym łyku się zniechęci, wyleje napar a ziarna odda nielubianej teściowej. A szkoda bo warto ten burzliwy romans przedłużyć.

* Jak zawsze plakietkę kawy podwędziłem od Świeżo Palonych i jak zawsze mam nadzieję, że mi wybaczą :)

Read More
Fotografia Bartek Fotografia Bartek

ExtremeMoto 2010 - w oparach palonej gumy

​Nadszedł kolejny rok, nadeszło kolejne ExtremeMoto. W zeszłym roku uczciwie przyznać się muszę, że przegapiłem imprezę. Pojawiłem się dosłownie na moment. W sam raz na przerwę i ogromną ulewę więc w moim odczuciu straciłem niewiele. W tym roku jednak pogoda nie postanowiła spłatać figla. Było słonecznie, ciepło i, jak to się mawia, grubo. Masa atrakcji począwszy od toru gokartowego poprzez pokazy driftu, wyścigi supermoto, freestyle motocross do, jakżeby inaczej, stuntu...

extreme_moto-06.jpg

Nadszedł kolejny rok, nadeszło kolejne ExtremeMoto. W zeszłym roku uczciwie przyznać się muszę, że przegapiłem imprezę. Pojawiłem się dosłownie na moment. W sam raz na przerwę i ogromną ulewę więc w moim odczuciu straciłem niewiele. W tym roku jednak pogoda nie postanowiła spłatać figla. Było słonecznie, ciepło i, jak to się mawia, grubo. Masa atrakcji począwszy od toru gokartowego poprzez pokazy driftu, wyścigi supermoto, freestyle motocross do, jakżeby inaczej, stuntu. Będąc na placu wcześniej nieco i patrząc jak chłopaki się rozgrzewają myślałem sobie, że będzie nieźle ale to co zobaczyłem przerosło moje oczekiwania. Niesamowity postęp, świetne show (chociaż publiczność jak zwykle pobudzała się na palenie gumy ;)) każdego z zawodników. Czołówka polskiego stuntu to ludzie z innej planety i w moim, totalnie amatorskim odczuciu, nie mamy się czego wstydzić przed resztą świata.

Dziewczyny (tak była też stunterka) i chłopaki oby tak dalej i dzięki za świetne pokazy.

Więcej zdjęć standardowo pojawi się później na ścigacz.pl.

 

 

Read More
Kawa Bartek Kawa Bartek

Brazil Gusto Antico - leniuchując na łące

Brazil Gusto Antico to drugi, po świetnej Progreso Huila, "singiel" który zdecydowałem się zakupić, przemielić i wypić. Tym razem nie był to jednak import z zagranicy a wytwór naszej rodzimej palarni - świeżopalona.pl. Miła to była odmiana po tych wszystkich mieszankach, którymi się ostatnio raczyłem...

Brazil Gusto Antico to drugi, po świetnej Progreso Huila, "singiel" który zdecydowałem się zakupić, przemielić i wypić. Tym razem nie był to jednak import z zagranicy a wytwór naszej rodzimej palarni - świeżopalona.pl. Miła to była odmiana po tych wszystkich mieszankach, którymi się ostatnio raczyłem.

Ziarna są bardzo ładne, wypalone równo i ciemno. Ponieważ nazwa sklepu, w którym dokonałem zakupu zobowiązuje, ziarna faktycznie są świeże - gazują jeszcze nieco przy ekstrakcji. Crema to poezja. Z wylewki wypływa godnie i leniwie ciesząc oczy ciemno orzechową barwą przeplataną jaśniejszymi warkoczami.

Co do smaku to szczerze mówiąc nieco się zawiodłem ale nie traktować tego proszę jako negatyw. Spodziewałem się (zapewne opity mieszankami) trochę większego pazura po tej kawie. Tymczasem Gusto Antico jest łagodna i nudna jak jezioro w sierpniowy, gorący dzień. Bardzo delikatna z lekką, wiosenną nutą kwiatów na łące prześlizguje się przez podniebienie jak aksamit by na końcu figlarnie dać kwaskowatego buziaka. I ten buziak ożywia tą kawę dodając jej uroku (zresztą jaki buziak nie ożywia? ;)).

Dużo lepiej Brazil Gusto Antico smakuje zaparzana w wyższej temperaturze. Robi się subtelniejsza - mniej kwaskowata przez co lepiej można wyczuć jej kwiatowy smak. To naprawdę dobra kawa gdy chce się odpocząć od drapieżnych mieszanek, nieco wyciszyć i poleniuchować :)

Plakietkę kawy podwędziłem od "świeżopalonych". Mam nadzieję, że nie będą mieli za złe :)

Read More
Kawa Bartek Kawa Bartek

Progreso Huila - owocowe espresso

Dawno nie pijałem jednorodnych kaw więc miałem pewne obawy ale postanowiłem zaryzykować i zamówiłem. Kawa zamknięta w standardowy woreczek z zaworkiem (data palenia 12 kwietnia), który wrzucono do bąbelkowej koperty i powierzono poczcie. Na szczęście Pan Listonosz (którego pozdrawiam) nie próbował wciskać paczki do skrzynki...

Dawno nie pijałem jednorodnych kaw więc miałem pewne obawy ale postanowiłem zaryzykować i zamówiłem. Kawa zamknięta w standardowy woreczek z zaworkiem (data palenia 12 kwietnia), który wrzucono do bąbelkowej koperty i powierzono poczcie. Na szczęście Pan Listonosz (którego pozdrawiam) nie próbował wciskać paczki do skrzynki.

Chyba nie miałem jeszcze tak świeżej kawy - po 4 dniach od wypalenia była u mnie. Nie wytrzymałem do następnego dnia i postanowiłem zrobić strzał testowy jeszcze wieczorem. Strzał się udał nad podziw dobrze. Wstrzeliłem się z ustawieniem młynka po poprzednich ziarnach. Strzały powtórzone następnego dnia również przyniosły bardzo pozytywne doznania więc na szczęście nie był to fart. Ziarna pachną bardzo przyjemnie i delikatnie. Palone nie za ciemno po zmieleniu mają aromat przypominający suszone owoce (głównie rodzynki). Po podniesieniu dźwigni z wylewki zaczyna wypływać orzechowy płyn przeplatany jaśniejszymi liniami. Wygląda bardzo apetycznie i na wyglądzie się nie kończy. Crema orzechowa, z pięknym tygryskiem jest gruba, gęsta i szybko nie znika. Smak bez cienia goryczy za to kwaskowaty w swojej świeżości (a może świeży przez swoją kwaskowatość) z wyraźnymi owocowymi nutami (dla mnie śliwka jak nic). Body delikatne, aksamitne. Kawa smakuje mi zarówno jako doppio jak i espresso chociaż mam wrażenie w w postaci tego drugiego jest bardziej owocowa. Jak na pierwszy test ziaren z palarni Square Mile jestem zachwycony. Jak na razie najlepsza kawa jaką piłem.

Read More
Blog Bartek Blog Bartek

Kawowe opowieści

Długo oczekiwany moment w końcu nadszedł. Na kuchennym blacie miejsce zajmowane przez 2 lata przez La Pavoni Cellini zajął (i to rozpychając się) Domobar Junior w wersji dwuboilerowej. Nie będę nawet pisał jaka radość mnie ogarnęła bo zakochałem się w tym modelu ponad rok temu i w końcu miłość owa z platonicznej stała się taką namacalną :) Trochę dzięki firmie Vibiemme, która postanowiła wydać bardziej cywilną wersję Domobarów a (i to w dużym stopniu) dzięki dwóm życzliwym Panom, których serdecznie pozdrawiam jeśli kiedyś tu trafią. Pierwsze strzały z nowego ekspresu były katastrofą...

Długo oczekiwany moment w końcu nadszedł. Na kuchennym blacie miejsce zajmowane przez 2 lata przez La Pavoni Cellini zajął (i to rozpychając się) Domobar Junior w wersji dwuboilerowej. Nie będę nawet pisał jaka radość mnie ogarnęła bo zakochałem się w tym modelu ponad rok temu i w końcu miłość owa z platonicznej stała się taką namacalną :) Trochę dzięki firmie Vibiemme, która postanowiła wydać bardziej cywilną wersję Domobarów a (i to w dużym stopniu) dzięki dwóm życzliwym Panom, których serdecznie pozdrawiam jeśli kiedyś tu trafią. Pierwsze strzały z nowego ekspresu były katastrofą. Mimo usilnych starań, skręcania młynka, wieszania się na tamperze moja ulubiona filiżanka do doppio napełniała się w jakieś 15 sekund do pełna. Wiedziałem co prawda, że obecny młynek nie jest szczytem technologii ale nie spodziewałem się aż takiej porażki. Po mniej więcej 10 ekstrakcjach wylanych do zlewu dałem sobie spokój. Do prób wróciłem następnego dnia i tu niespodzianka. Zmiana mieszanki zaowocowała dużo lepszą kawą. Okazało się, że psikusa sprawiła mi kawa Cellini. Bardzo lubię Gran Cremę tej firmy ale najwyraźniej podczas leżakowania w lodówce złapała wilgoć (albo inną chorobę) i stąd tak mizerne rezultaty w filiżance.

Caffe Royal natomiast po dostrojeniu młynka dała... no cóż, dała "rosół". To co leniwie wyłaniało się z wylewek wyglądało jak by było z dodatkiem oleju. Tłusta, ciemno-orzechowa masa napełniała filiżankę a mi pewnie wyrastał coraz większy banan na twarzy. Sama kawa też w ustach smakowała "grubo" i kakaowo pod koniec łyku wpadając w delikatną kwaskowatość. W porównaniu do kawy ze starego ekspresu to smakowa przepaść a to dopiero początek gdyż liczę, że po zmianie młynka będzie jeszcze lepiej.

Poniżej, kiepskiej jakości (jak i zdjęcie w tym wpisie) nagranie jednego z pierwszych strzałów podwójnego espresso.

Read More
Fotografia Bartek Fotografia Bartek

Grand Tour Warsaw 2009

​W weekend 16-17 maja w na terenie warszawskiej uczelni WAT miała miejsce pierwsza edycja turnieju Grand Tour Warsaw. Zmodyfikowanej wersji Centurio.W tym roku niestety pogoda nie dopisała i turniej toczył się pod szaroburym niebem i w strugach deszczu ale było to jedyne "niedociągnięcie" imprezy...

W weekend 16-17 maja w na terenie warszawskiej uczelni WAT miała miejsce pierwsza edycja turnieju Grand Tour Warsaw. Zmodyfikowanej wersji Centurio.W tym roku niestety pogoda nie dopisała i turniej toczył się pod szaroburym niebem i w strugach deszczu ale było to jedyne "niedociągnięcie" imprezy. Cała reszta to paintballowa uczta. Poniżej kilka zdjęć z imprezy. Po więcej zdjęć zapraszam TUTAJ.

 

Read More